Wycieczki zagraniczne

Barcelona, do jakiej warto wrócić

W kwietniu tego roku postanowiłem wybrać się do Barcelony – mojego niezrealizowanego dotąd marzenia. Bilety zabukowałem odpowiednio wcześniej, aby ich cena nie przyprawiła mnie o zawrót głowy, w dodatku trafiłem na terminy, które otwierały i zamykały weekend. Spakowałem tylko najpotrzebniejsze rzeczy, w tym te „na krótko”, choć u nas pogoda była zmienna – pełen nadziei wyruszyłem do miasta mojej ukochanej Barcy.

Z bardziej praktycznych rzeczy mogę powiedzieć, że po Barcelonie najlepiej przemieszczać się metrem, które jest dość dobrze rozwinięte, a bilet jednorazowy znów nie taki drogi. Swoje zwiedzanie rozpocząłem od Pałacu Narodowego, znajdującego się nieopodal wzgórza Montjuic. Było dość późno, zdążyło się już porządnie ściemnić, a mimo to w pobliżu Pałacu zebrało się sporo ludzi. Okazało się, że czekają na zapierający dech w piersiach pokaz fontanny, podobnej do tej, która niedawno została otworzona w okolicach Warszawy i tej, która funkcjonuje we Wrocławiu. Zaskoczyła mnie długość widowiska, trwało przeszło godzinę.

Została mi jeszcze cała sobota i kawałek niedzieli na podbój miasta. Późnym rankiem wyruszyłem w kierunku Parku Cytadeli, znajdującego się w centrum – roślinność, która się tam znajdowała pozwoliła na chwilę zapomnieć, że to serce miasta. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie fontanna, znajdująca się tutaj i jezioro, podobno można wypożyczyć łódkę i sobie po nim popływać – może następnym razem. Stamtąd dotarłem jeszcze na plażę w dzielnicy Barceloneta z urokliwymi uliczkami i niskimi domami – jeśli miałbym wybierać, to zamieszkałbym właśnie tam. Stadiom FC Barcelony postanowiłem sobie zostawić na niedzielny deser. W sobotę udało mi się jeszcze powędrować uliczkami, spotkać kilku polskich turystów, zobaczyć dzieła Gaudiego i dotrzeć do Sagrada Familiiniewątpliwie symbolu Barcelony i jednego z najważniejszych jego dzieł. Najciekawsze jest to, że nie została jeszcze ukończona, mimo że jej budowa trwa już ponad 100 lat. Udało mi się dowiedzieć, że koniec budowy ma nastąpić w roku 2020, czyli trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Architektura miasta zdecydowanie zapiera dech w piersiach i na zobaczenie wszystkiego potrzeba naprawdę dużo czasu – ja żyłem już dniem kolejnym i tym, co w życiu prawdziwego kibica najważniejsze.

Camp Nou nie zrobił z zewnątrz aż takiego wrażenia, ale po wejściu do środka zupełnie zmieniłem zdanie. Co mnie urzekło? Jego ogrom i to, że boisko jest doskonale widoczne z każdego miejsca, w którym się znalazłem. Zdecydowanie warto było wydać 17 Euro na bilet wstępu, zwłaszcza, że oprócz stadionu mogłem pooglądać trofea, znane na co dzień tylko z telewizji, to nic, że zza szyby.

Liczę na to, że Barcelona za drugim podejściem przywita mnie równie serdecznie. Czekam na okazję tanich lotów, potem rezerwuję hostel i mam nadzieję, że zakocham się w niej raz jeszcze. Warto!

Napisała: Magda

Komentarze

Firas (2012-02-09 18:41:38)
ja wiem, że może być tdnuro i strasznie – ścieżka pojawi się jak zrobisz pierwszy krok – to tak jak z naszą jazdą off-road – nie znałyśmy drogi, jednak za każdym metrem ukazywał się nam kolejny! Nie zobaczyłybyśmy tego wszystkiego, gdybyśmy nie ruszyły…Tak więc wszystko się pojawi jak tylko sporządzisz swojego roadbook’a – bo przecież chcesz wiedzieć dokąd zmierzasz Zapisz!!! cela potem ruszysztym razem to ja będę Twoja pilotką
Dodaj komentarz