Szczegółowo zaplanowany wyjazd do Włoch pokrzyżowała pogoda. Rankiem obudził nas silny wiatr i obfity deszcz, co było dla nas dużym zaskoczeniem, bo raczej spodziewaliśmy się upałów i słońca. Postanowiliśmy więc zmienić plany i wyruszyliśmy na południe Włoch. Ze względu na dużą ilość autostrad płatnych i całkiem niezłe drogi niepłatne dojazd do Pompejów zajął nam około 3 godzin. Wydawać by się mogło, że proste będzie znalezienie ruin miasta, zabytku światowej klasy, ale we Włoszech znalezienie czegokolwiek oprócz Watykanu nie jest proste. Często brak jakichkolwiek kierunkowskazów, te które są mają informację tylko pisaną w języku włoskim, bez żadnej grafiki lub tłumaczenia anglojęzycznego. W związku z tym mieliśmy przymusowe zwiedzanie Neapolu, z którego ciężko wyjechać, bo niektóre ulice są nieprzejezdne z powodu zawalających je śmieci. Potem zaliczyliśmy kilka punktów wykopaliskowych, ale żaden nie przypominał miasta zasypanego przez wybuch wulkanu. Znalezienie samych Pompejów zajęło nam kolejną godzinę! Do złej informacji turystycznej, a raczej jej braku, dochodzą jeszcze problemy z językiem, gdyż Włosi nie władają żadnym innym językiem niż ich własny. Na szczęście w tej wyprawie towarzyszyła nam osoba biegle znająca włoski.
Dotarliśmy na camping okalający ruiny starożytnego miasta. Do Pompejów wchodzi się przez nowoczesne bramki z bilecikiem w ręku wartym jakieś 12 euro plus parking przy bardzo dobrze zorganizowanej obsłudze – jednak nawet w kasach biletowych nie dogadamy się po angielsku, pozostaje nam język ciała i gestów oraz włoski! Zwiedzanie ruin nawet dobrym tempem to kilka godzin marszu. Należy się więc solidnie przygotować, ubrać wygodnie i przewiewnie, zabrać ze sobą wodę i jedzenie oraz oczywiście aparat fotograficzny z naładowanymi bateriami. Przydatne mogą być również parasolki i maseczki na twarz, a także chusty, którymi kobiety okryją się przed gorącym słońcem. Po przekroczeniu murów obronnych miasta nagle zmienia się kolorystyka otoczenia. Wszystko robi się szare, w powietrzu czuć zapach siarki, kurz unosi się z każdym krokiem. Dlatego polecamy zwiedzanie przy brzydkiej pogodzie, jak pada deszcz. Kurz tak mocno nie dokucza, jest mniej turystów, tylko kamienne posadzki robią się bardziej śliskie.
Pompeje robią olbrzymie wrażenie. To duże miasto, położone na planie prostopadłych ulic. Wykopaliska ujawniły domy, hotele, gospody, stajnie dla koni, dwa teatry, forum z bazyliką, świątynie, sklepy, warsztaty, amfiteatr z koszarami gladiatorów, termy oraz wiele drobnych dzieł sztuki. Można zobaczyć piękną fontannę miejską, czy niedużą rzeźbę tańczącego fauna. Zachowały się piękne kolorowe posadzki, freski na ścianach czy płaskorzeźby. Zwiedzającym udostępniono licznie zgromadzone przedmioty użytku codziennego: wazy, misy, narzędzia, monety. Można zobaczyć również odlewy gipsowe autentycznych ciał ofiar pogrzebanych razem z miastem. Są to nie tylko ludzkie ciała, ale również ciała zwierząt domowych. Zwiedzanie dla wprawionych piechurów i fascynatów ruinami jest czymś niezwykłym.
Spacer ulicami miasta zasypanego w trzy dni, po wybuchu wulkanu prawie dwa tysiące lat temu ma w sobie jakąś magię. Dosłownie przenosi nas w czasie. W niektórych miejscach Włosi przywrócili nawet roślinność. Można oglądać ogrody, projektowaną zieleń, zielniki czy nawet całą winnicę. Turysta może wejść do teatru z widownią na 5000 widzów, lub amfiteatru z 80 roku przed naszą erą na 20 tysięcy widzów. Duże wrażenie robią lady jadłodajni umieszczone bezpośrednio wzdłuż ulic. Ciekawostką jest również dobrze zachowany dom publiczny. Trzeba przyznać, że mimo upływu 2 tysięcy lat potrzeby ludzi są takie same - przytulny dom z dostępem do wody i światła dziennego, hotel dla podróżnych, bar szybkiej obsługi z dobrą lokalizacją, piekarnie, termy, instytucje samorządowe, świątynie, teatry czy choćby dom publiczny. Zwiedzanie proponujemy zakończyć włoskimi lodami, bo są naprawdę przepyszne!
Napisała: Kasia